-nic Ci nie jest?-zapytał się nadal ze złością
-nic. Dziękuje, że mi pomogłeś-uśmiechnęłam się do niego, ale on nie odwzajemnił uśmiechu. Szliśmy w ciszy więc postanowiłam do niego zagadać
-znowu masz zmieniony podział godzin dzisiaj?
-zawsze w piątki o tej godzinie kończę, ale potem mam trening tylko dzisiaj został odwołany - mówił w ogóle nie patrząc się na mnie.
-co trenujesz?
-gram w koszykówkę
-fajnie. Zawsze chciałam pograć w kosza, bo nasza nauczycielka wf-u każe nam grać tylko w siatkówkę. Jakby to było najważniejsze.
-możesz za tydzień pograć z nami jak chcesz
-nie. Będę wam przeszkadzała i w ogóle. Kto by chciał mnie w drużynie. W jakiejkolwiek drużynie
-ja chcę cię w drużynie. Spotkajmy się w piątek na boisku szkolnym. A jeśli nie przyjdziesz to Cię znajdę-mimo rozmowy nadal nie patrzył się na mnie ani w ogóle nie pokazywał żadnych emocji oprócz złości. Nie rozumiałam go. Przecież złość powinna mu już przejść. Nie wytrzymałam i musiałam mu to powiedzieć
-A popatrzysz się na mnie jeśli łaska?
westchnął i się na mnie popatrzył
zadowolona?-zapytał się
-nie. Jeszcze się musisz uśmiechnąć. Tylko szczerze!-uśmiechnął się no i nareszcie złość mu przeszła. A przynajmniej tak mi się wydawało.
-przepraszam-powiedział po chwili
-za co?-nie wiedziałam za co przeprasza, bo on nic nie zrobił
-nie wiem, ale w każdym bądź razie przepraszam
-nie ma za co głuptasie- uśmiechnęliśmy się do siebie. Dalszą drogę przeszliśmy rozmawiając tak na różne tematy. Kiedy się żegnaliśmy powiedział
-tylko nie zapomnij o jutrze. O 18:00 w twoim domu a potem idziemy do kina
-no jasne.-zupełnie o tym zapomniałam. Jednak się cieszyłam, bo przy najmniej nie spędzę Soboty na zabijaniu się. Weszłam do domu i odetchnęłam z ulgą. Zaczął się weekend. Jutro mam spotkanie z Liam'em no i uniknęłam bójki z tą brunetką.
Blue Eyes
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
,,Bad girl"
Nareszcie.Mój upragniony dzień.Piątek.Tak się cieszę,że przez 2 dni nie będe musiała słuchać tych wszystkich dogadywań ze strony mojej klasy.Kiedy wstałam i się ubrałam oraz zjadłam śniadanie poszłam do szkoły.Dzień jak co dzień-czekałam aż się skończy.Moja ukochana stołówka przy której zapominałam o problemach(przynajmniej przez jakiś czas) no i nareszcie ostatnia lekcja.Kiedy wyszłam ze szkoły myślałam,że nic mnie już nie spotka.A jednak....zobaczyłam tą dziewczynę co wygrażała mi się na stołówce.Nie wiedziałam co mam zrobić.Nie było żadnej innej drogi do mojego domu,więc musiałam się zmierzyć z tym co zaraz prawdopodobnie zrobi.Kiedy przechodziłam obok niej usłyszałam od niej:
-Stuj!Gdzie idziesz?!Do domu czy do Liam'a?Mówiłam żebyś trzymała się od niego z daleka a ty nie posłuchałaś!Pożałujesz tego!-krzyczała na całe gardło.Zobaczyłam jak podnosi ręke i chcę wymierzyć mi cios w policzek więc odruchowo zamknełam oczy a kiedy nic nie poczułam na moim policzku otworzyłąm oczy i zobaczyłam jak Liam trzyma ręke tej dziewczyny.Odetchnełam z ulgą.Patrzył się na nią ze złością.
-Co ty chciałaś zrobić?!Jesteś niepoważna!Jak cię jeszcze raz zobaczę obok Darcy pożałujesz!A teraz spadaj-pokazał jej ręką,że ma z tąd iść.Cieszyłam się,że Liam wtedy mi pomógł,bo nie było by za wesoło.Dziewczyna tylko spojrzała na mnie i poszła mówiąc coś do siebie.
-Stuj!Gdzie idziesz?!Do domu czy do Liam'a?Mówiłam żebyś trzymała się od niego z daleka a ty nie posłuchałaś!Pożałujesz tego!-krzyczała na całe gardło.Zobaczyłam jak podnosi ręke i chcę wymierzyć mi cios w policzek więc odruchowo zamknełam oczy a kiedy nic nie poczułam na moim policzku otworzyłąm oczy i zobaczyłam jak Liam trzyma ręke tej dziewczyny.Odetchnełam z ulgą.Patrzył się na nią ze złością.
-Co ty chciałaś zrobić?!Jesteś niepoważna!Jak cię jeszcze raz zobaczę obok Darcy pożałujesz!A teraz spadaj-pokazał jej ręką,że ma z tąd iść.Cieszyłam się,że Liam wtedy mi pomógł,bo nie było by za wesoło.Dziewczyna tylko spojrzała na mnie i poszła mówiąc coś do siebie.
niedziela, 11 sierpnia 2013
,,This girl"
Postanowiłam nic nie mówić Lim'owi ,więc wolałam udawać, że jej nie znam. Widziałam, że nie była zadowolona tym, że nadal siedziałam obok Liam'a na stołówce i, że w ogóle z nim rozmawiam...Kiedy przechodziłam obok niej usłyszała
-Miałaś się od niego odczepić. Pożałujesz tego
Przestraszyłam się, ale szłam dalej. Nie chciałam żeby zobaczyła strachu w moich oczach.
Ostatnia lekcja minęła tak jak zwykle czyli nie za dobrze. Kiedy wróciłam do domu przybiło mnie znowu to uczucie. Tej bezsilności, paniki, bólu, rozpaczy. Jednak kiedy poszłam do pokoju po żyletkę i miałam już jej użyć zatrzymałam się, bo pomyślałam o Liam'ie. Wtedy odstawiłam tą żyletkę na bok i usiadłam na łóżku wmawiając sobie, że nie muszę już się ciąć i, że nie potrzebuję tego, ale po chwili dopadła mnie też myśl, że jestem bezsilna i wiem, że nie dam rady. Pierwszy raz miałam dla kogo odłożyć tą żyletkę. To było piękne uczucie, że kiedy myślisz sobie: kto by za tobą zapłakał? myślę sobie: Liam. Może to dziwne, ale on jedyny sprawia, że się uśmiecham, że nie chcę się pociąć i, że przy nim nie czuje się nikim. Posiedziałam jeszcze jakiś czas na łóżku a potem poszłam na dół robić to co zwykle czyli:
jedzenie, zadania i telewizor a potem spanie. Jak zwykle ze strachem co będzie jutro w szkole. Następnego dnia,kiedy się już obudziłam, ubrałam i zjadłam śniadanie poszłam do szkoły. Dzień jak co dzień. Aż chciało mi się płakać, ale na szczęście była moja ukochana stołówka jak zwykle ja z Liam'em rozmawiałam przez cały czas do puki dzwonek nie zadzwonił i nie trzeba było iść na lekcję. Lekcję minęły w miarę dobrze. Kiedy byłam już w domu zjadłam coś i odrobiłam zadania jak zwykle usiadłam przed telewizorem. Kiedy oglądałam jakiś serial usłyszałam pukanie. Wiedziałam, że to Liam.
-hej. Mam straszny horror a nie mam z kim go oglądać. Chcesz się przyłączyć?- Byłam zachwycona. Uwielbiam horrory. A zwłaszcza jeśli oglądam je z kimś.
-Super horror w doborowym towarzystwie? Skuszę się-i poszliśmy do jego domu. Byłam ciekawa jak wygląda jego dom. Dawno w nim nie byłam, więc trochę po zapominałam. Kiedy weszliśmy zobaczyłam kremową kuchnię i wielki salon. Jego rodzice byli bogaci więc na pewno na wszystko było go stać. Nie to co mnie. Oglądaliśmy ten horror a potem pożegnałam się z nim i poszłam do domu a kiedy weszłam do niego poszłam prosto do mojego pokoju i zasnęłam. Bałam się, że jutro spotkam znowu tą dziewczynę i bałam się, że spełni się to o czym mówiła.


------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, że w tym rozdziale nic się nie dzieje,ale...no cóż. W następnym rozdziale mam nadzieję, że potoczy się jakaś akcja. Dziękuje za wszystkie komentarze, które dają mi motywacje do pisania następnych rozdziałów.
-Miałaś się od niego odczepić. Pożałujesz tego
Przestraszyłam się, ale szłam dalej. Nie chciałam żeby zobaczyła strachu w moich oczach.
Ostatnia lekcja minęła tak jak zwykle czyli nie za dobrze. Kiedy wróciłam do domu przybiło mnie znowu to uczucie. Tej bezsilności, paniki, bólu, rozpaczy. Jednak kiedy poszłam do pokoju po żyletkę i miałam już jej użyć zatrzymałam się, bo pomyślałam o Liam'ie. Wtedy odstawiłam tą żyletkę na bok i usiadłam na łóżku wmawiając sobie, że nie muszę już się ciąć i, że nie potrzebuję tego, ale po chwili dopadła mnie też myśl, że jestem bezsilna i wiem, że nie dam rady. Pierwszy raz miałam dla kogo odłożyć tą żyletkę. To było piękne uczucie, że kiedy myślisz sobie: kto by za tobą zapłakał? myślę sobie: Liam. Może to dziwne, ale on jedyny sprawia, że się uśmiecham, że nie chcę się pociąć i, że przy nim nie czuje się nikim. Posiedziałam jeszcze jakiś czas na łóżku a potem poszłam na dół robić to co zwykle czyli:
jedzenie, zadania i telewizor a potem spanie. Jak zwykle ze strachem co będzie jutro w szkole. Następnego dnia,kiedy się już obudziłam, ubrałam i zjadłam śniadanie poszłam do szkoły. Dzień jak co dzień. Aż chciało mi się płakać, ale na szczęście była moja ukochana stołówka jak zwykle ja z Liam'em rozmawiałam przez cały czas do puki dzwonek nie zadzwonił i nie trzeba było iść na lekcję. Lekcję minęły w miarę dobrze. Kiedy byłam już w domu zjadłam coś i odrobiłam zadania jak zwykle usiadłam przed telewizorem. Kiedy oglądałam jakiś serial usłyszałam pukanie. Wiedziałam, że to Liam.
-hej. Mam straszny horror a nie mam z kim go oglądać. Chcesz się przyłączyć?- Byłam zachwycona. Uwielbiam horrory. A zwłaszcza jeśli oglądam je z kimś.
-Super horror w doborowym towarzystwie? Skuszę się-i poszliśmy do jego domu. Byłam ciekawa jak wygląda jego dom. Dawno w nim nie byłam, więc trochę po zapominałam. Kiedy weszliśmy zobaczyłam kremową kuchnię i wielki salon. Jego rodzice byli bogaci więc na pewno na wszystko było go stać. Nie to co mnie. Oglądaliśmy ten horror a potem pożegnałam się z nim i poszłam do domu a kiedy weszłam do niego poszłam prosto do mojego pokoju i zasnęłam. Bałam się, że jutro spotkam znowu tą dziewczynę i bałam się, że spełni się to o czym mówiła.


------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, że w tym rozdziale nic się nie dzieje,ale...no cóż. W następnym rozdziale mam nadzieję, że potoczy się jakaś akcja. Dziękuje za wszystkie komentarze, które dają mi motywacje do pisania następnych rozdziałów.
sobota, 10 sierpnia 2013
,,date"
Kiedy weszliśmy do szkoły nie zdziwiło mnie to,że każdy się na nas patrzy.W końcu jak to możliwe,że dziewczyna,która jest od zawsze sama i z nikim nie rozmawia nagle śmieje się obok jakiegoś chłopaka.Nie ukrywajmy Liam jest łądny i pewnie dla tego ta dziewczyna chciała go mieć tylko dla siebie.Nie rozumiem tylko po co tak mówiła.Ach te dziewczyny...
-Gdzie masz lekcje.Odprowadzę cię-powiedział do mnie Liam.
-Nie,nie trzeba.Dam sobie radę.Dzięki-nie chciałam żeby szedł ze mną pod klasę,bo jeszcze by sobie mogli coś pomyśleć a w tedy zaczeło by się piekło.
-Ale ja chcę cię odprowadzić i koniec kropka-Był uparty,więc westchnełam i powiedziałam
-sala 25 na górze-zaśmiałam się i poszliśmy.Idąc tak oczywiście każdy się na nas patrzył.Już wiedziałam,ze to piekło,które miałam już wcześniej będzie jeszcze gorsze.Kiedy doszliśmy pod salę podziękowałam mu i poszedł .Nie myliłam się.Kiedy się odwróciłam wszystie oczy były na mnie zwrócone.Bałam sie podejść bliżej,bo dziewczyny aż kipiały ze złości.Wiedziałam,że tylko na spojrzeniach się nie skończy.Lekcje ciągneły się nie ubłagalnie długo.Ciągle coś słyszałam o mnie.Jakby nie miały swojego życia.Na przerwach każda mnie poniżała przez co chciałam jak najdalej uciec.Kiedy zaczeła się przerwa poszłam na stołówkę.Kiedy szłam poczułam jak ktoś trzyma mnie za nadgarstek.To był Liam.
-Usiądź z nami.Będzie fajnie-przyznaje się,że się bałam,że mnie nie polubią jak reszta szkoły i znowu będe siadała osamotniona,bo kto by się przejmował kimś takim jak ja,ale usiadłam.Gdy się ze wszystkimi przywitałam Liam szepnął mi do ucha
-Ten wysoki blondyn dwie osoby dalej od Ciebie się w tobie zabujał-powiedział śmiejąc się.Nie uwierzyłam mu,bo kto by się zakochał we mnie,więc powiedziałam mu
-No chyba nie.Kto by się w ogóle we mnie kochał.Jesteś nie poważny i sobie żartujesz
-Wcale nie żartuje i założe się,że każdemu byś wpadła w oko-powiedział puszczając oczko na co ja się zaśmiałam.
-umów się z nim-ja nic nie powiedziałam tylko kiwnełam przecząco głową
--co ci szkodzi?
-mi nic ale jemu szkodzi-tylko się zaśmiał na co ja też odpowiedziałam uśmiechem. Po chwili uśmiechów ktoś z grupki się zapytał
-Co to za śmiechy? Co to zaszepty? Zdradźcie trochę-powiedział niebieskooki brunet siedzący naprzeciwko Liam'a a Liam spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.Już się domyśliłam o co chodzi.Chciał umówić mnie z tym chłopakiem co się we mnie niby zakochał,ale ja powiedziałam do niego głośniejszym głosem:
-Liam nie warz się...-i pokiwałam palcem na co on się zaśmiał i powiedział:
-nie mogę.A więc....-nie zdąrzył nic powiedzieć,bo zasłoniłam mu usta ręką na co on się ino zaśmiał a ja w tej sytuacji też się śmiałam.Jak to musiało wyglądać...Napewno oni nie wiedzieli o co chodzi.Po chwili uwolniłam Liam'a i zaczeliśmy się śmiać
-Niestety nie mogę wam powiedzieć o co chodziło-powiedział nadal śmiejąc się a ja też nie mogłam powstrzymać śmiechu.
-A więc Jacob (bo jak się okazało tak miał na imię ten blondyn) powiedz masz jakieś plany na weekend za tydzień?-zaśmiał się
-wiesz co....nie mam w zasadzie żadnych planów...a co?-zapewne nie wiedział o planach jakie szykował Liam a ja ino zakryłam twarz ręką ze wstydu.Nigdy nie byłam na randce,więc się stresowałam.
-A więc Darcy mi powiedziała,że z chęcią poszła by z tobą do kina za tydzień w Sobotę tylko nie wie czy się zgodzisz.To jak?-powiedział mocno rozbawiony tą sytuacją z resztą ta głupia sytuacja doszła do tego,że ja też się śmiałam w duszy.
Po chwili blondyn z rumieńcami na twarzy powiedział
-Okey.To o której mam po ciebie przyjechać?-zapytal się z lekkim strachem chłopak
-może być o 18?-zapytałam się z głupim uśmiechem na ustach
-to za tydzień w Sobotę o 18:00-i się uśmiechnął po czym wyszedł z pomieszczenia
a ja szturchnęłam moejgo przyjaciela w ramię i powiedziałam
-ale ty jesteś...ja sobie nie poradzę...nigdy jeszcze nie byłam na prawdziwej randce...super...
-Nie przejmuj się i powiem Ci,że ja też nie byłem na prawdziwej randce-po czym uśmiechnął się do mnie.Nie mogłam uwierzyć.Takie ciacho i nie był jeszcze na żadnej randce?On? Liam Newton?Rozmowa trwała by jeszcze długo gdyby nie to,że zadzwonił dzwonek na lekcję.Kiedy wstałam zobaczyłam tą dziewczynę co czekała wczoraj przy sklepiku.
-Gdzie masz lekcje.Odprowadzę cię-powiedział do mnie Liam.
-Nie,nie trzeba.Dam sobie radę.Dzięki-nie chciałam żeby szedł ze mną pod klasę,bo jeszcze by sobie mogli coś pomyśleć a w tedy zaczeło by się piekło.
-Ale ja chcę cię odprowadzić i koniec kropka-Był uparty,więc westchnełam i powiedziałam
-sala 25 na górze-zaśmiałam się i poszliśmy.Idąc tak oczywiście każdy się na nas patrzył.Już wiedziałam,ze to piekło,które miałam już wcześniej będzie jeszcze gorsze.Kiedy doszliśmy pod salę podziękowałam mu i poszedł .Nie myliłam się.Kiedy się odwróciłam wszystie oczy były na mnie zwrócone.Bałam sie podejść bliżej,bo dziewczyny aż kipiały ze złości.Wiedziałam,że tylko na spojrzeniach się nie skończy.Lekcje ciągneły się nie ubłagalnie długo.Ciągle coś słyszałam o mnie.Jakby nie miały swojego życia.Na przerwach każda mnie poniżała przez co chciałam jak najdalej uciec.Kiedy zaczeła się przerwa poszłam na stołówkę.Kiedy szłam poczułam jak ktoś trzyma mnie za nadgarstek.To był Liam.
-Usiądź z nami.Będzie fajnie-przyznaje się,że się bałam,że mnie nie polubią jak reszta szkoły i znowu będe siadała osamotniona,bo kto by się przejmował kimś takim jak ja,ale usiadłam.Gdy się ze wszystkimi przywitałam Liam szepnął mi do ucha
-Ten wysoki blondyn dwie osoby dalej od Ciebie się w tobie zabujał-powiedział śmiejąc się.Nie uwierzyłam mu,bo kto by się zakochał we mnie,więc powiedziałam mu
-No chyba nie.Kto by się w ogóle we mnie kochał.Jesteś nie poważny i sobie żartujesz
-Wcale nie żartuje i założe się,że każdemu byś wpadła w oko-powiedział puszczając oczko na co ja się zaśmiałam.
-umów się z nim-ja nic nie powiedziałam tylko kiwnełam przecząco głową
--co ci szkodzi?
-mi nic ale jemu szkodzi-tylko się zaśmiał na co ja też odpowiedziałam uśmiechem. Po chwili uśmiechów ktoś z grupki się zapytał
-Co to za śmiechy? Co to zaszepty? Zdradźcie trochę-powiedział niebieskooki brunet siedzący naprzeciwko Liam'a a Liam spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.Już się domyśliłam o co chodzi.Chciał umówić mnie z tym chłopakiem co się we mnie niby zakochał,ale ja powiedziałam do niego głośniejszym głosem:
-Liam nie warz się...-i pokiwałam palcem na co on się zaśmiał i powiedział:
-nie mogę.A więc....-nie zdąrzył nic powiedzieć,bo zasłoniłam mu usta ręką na co on się ino zaśmiał a ja w tej sytuacji też się śmiałam.Jak to musiało wyglądać...Napewno oni nie wiedzieli o co chodzi.Po chwili uwolniłam Liam'a i zaczeliśmy się śmiać
-Niestety nie mogę wam powiedzieć o co chodziło-powiedział nadal śmiejąc się a ja też nie mogłam powstrzymać śmiechu.
-A więc Jacob (bo jak się okazało tak miał na imię ten blondyn) powiedz masz jakieś plany na weekend za tydzień?-zaśmiał się
-wiesz co....nie mam w zasadzie żadnych planów...a co?-zapewne nie wiedział o planach jakie szykował Liam a ja ino zakryłam twarz ręką ze wstydu.Nigdy nie byłam na randce,więc się stresowałam.
-A więc Darcy mi powiedziała,że z chęcią poszła by z tobą do kina za tydzień w Sobotę tylko nie wie czy się zgodzisz.To jak?-powiedział mocno rozbawiony tą sytuacją z resztą ta głupia sytuacja doszła do tego,że ja też się śmiałam w duszy.
Po chwili blondyn z rumieńcami na twarzy powiedział
-Okey.To o której mam po ciebie przyjechać?-zapytal się z lekkim strachem chłopak
-może być o 18?-zapytałam się z głupim uśmiechem na ustach
-to za tydzień w Sobotę o 18:00-i się uśmiechnął po czym wyszedł z pomieszczenia
a ja szturchnęłam moejgo przyjaciela w ramię i powiedziałam
-ale ty jesteś...ja sobie nie poradzę...nigdy jeszcze nie byłam na prawdziwej randce...super...
-Nie przejmuj się i powiem Ci,że ja też nie byłem na prawdziwej randce-po czym uśmiechnął się do mnie.Nie mogłam uwierzyć.Takie ciacho i nie był jeszcze na żadnej randce?On? Liam Newton?Rozmowa trwała by jeszcze długo gdyby nie to,że zadzwonił dzwonek na lekcję.Kiedy wstałam zobaczyłam tą dziewczynę co czekała wczoraj przy sklepiku.
czwartek, 8 sierpnia 2013
,,Not nice gir"
Gdy je minełam powiedziały coś między sobą,ale nie dałam rady podsłuchać więc nie wiedziałam o czym tak szeptały.Gdy byłam już z kilka metrów przed nimi zaczeły krzyczeć żebym do nich podeszła.Bałam się co mogą mi zrobić,ale podeszłam.
-Masz się odczepić od Liam'a jasne!?Bo jeśli tego nie zrobisz to pożałujesz!!!Rozumiesz?!On i tak cię nie lubi tylko udaje!-krzyczała jedna z dziewczyn w brązowych włosach.Ja nie wiedziałam co mam zrobić i co mam powiedzieć.Odwróciłam się i udawanym spokojnym krokiem poszłam w stronę domu.Nie mogłam w to uwierzyć....Kłamał?Bałam się,że to może być prawda.
Nie mogłam się skupić,bo wciąż myślałam o tym co powiedziała mi ta brunetka.Miałam mieszane uczucia.Nie wiedziałam czy to prawda, że tylko udaje,że chcę się ze mną przyjaźnić...Ale nie ma po co udawać.Przecież jestem nikim to po co by miał się zamartwiać taką bezwartościową przyjaźnią ze mną.Szybko zjadłam i poszłam odrabiać lekcje a po tem oglądałam coś w telewizji.Potem poszłam spać...ale nie mogłam,bo się bałam rozmowy z Liam'em .Wpatrywałam się w okno przez dobrę 3 godziny dopóki nie poczułam się senna i zasnełam.Obudziłam się a potem ubrałam i zjadłam śniadanie czyli to co zwykle.Nadal czułam się zestresowana.Bałam się,że znowu mogę siadać sama na stołówce,że się już nigdy nie uśmiechne.W takim przypadku nie pozostawało by mi nic innego jak śmierć.Odrzuciłam wszystkie myśli na bok i wyszłam z domu.Kiedy szłam usłyszałam za sobą głos.
-Darcy zaczekaj.
Dobrze znałam ten głos.To był Liam.Byłam zdziwiona,że ma na tą samą do szkoły co ja.Nie wiedziałam czy mam z nim teraz o tym porozmawiać czy poźniej.Wybrałam ten moment.
-cześć-powiedział do mnie
-cześć-odpowiedziałam mu.
-posłuchaj...Kiedy wychodziłam wczoraj ze szkoły natrafiłam na cztery dziewczyny a jedna mi powiedziała żebym się od ciebie odczepiła,bo i tak mnie nie lubisz i tylko udajesz-dodałam po chwili.
-która tak powiedziała?-spytał się marszcząc czoło
-nie znam-odpowiedziałam mu
-to przejdziemy sie po szkole i mi pokażesz-powiedział z nadal pomarszczonym czołem.
-okey-bałam się,że ta dziewczyna się wkurzy,ale wiedziałam też,że Liam nie da za wygraną.Chciałam jak najszybciej o tym zapomnieć więc po chwili dodałam
-Nie wiedziałam,że masz na tą samą do szkoły co ja.
-Nie mam.Dzisiaj mieliśmy zmieniony podział godzin.Nie wiedziałem,że przy okazji spotkam ciebie-powiedział z uśmiechem na twarzy.
-A tak w ogóle to po co miał bym kłamać i to o taką ważną sprawę.Czasami po prostu nie rozumiem głupich gadek dziewczyn-dodał po chwili.Nie wiedziałam,że ta sprawa była dla niego ważna.Bardzo mnie ucieszył ten fakt .Rozmawialiśmy tak przez całą drogę dopóki nie zobaczyłam bramy do naszej szkoły.Jak zwykle przypomniało mi się,że zaraz usłyszę te wszytskie komentarze.
-Masz się odczepić od Liam'a jasne!?Bo jeśli tego nie zrobisz to pożałujesz!!!Rozumiesz?!On i tak cię nie lubi tylko udaje!-krzyczała jedna z dziewczyn w brązowych włosach.Ja nie wiedziałam co mam zrobić i co mam powiedzieć.Odwróciłam się i udawanym spokojnym krokiem poszłam w stronę domu.Nie mogłam w to uwierzyć....Kłamał?Bałam się,że to może być prawda.
Nie mogłam się skupić,bo wciąż myślałam o tym co powiedziała mi ta brunetka.Miałam mieszane uczucia.Nie wiedziałam czy to prawda, że tylko udaje,że chcę się ze mną przyjaźnić...Ale nie ma po co udawać.Przecież jestem nikim to po co by miał się zamartwiać taką bezwartościową przyjaźnią ze mną.Szybko zjadłam i poszłam odrabiać lekcje a po tem oglądałam coś w telewizji.Potem poszłam spać...ale nie mogłam,bo się bałam rozmowy z Liam'em .Wpatrywałam się w okno przez dobrę 3 godziny dopóki nie poczułam się senna i zasnełam.Obudziłam się a potem ubrałam i zjadłam śniadanie czyli to co zwykle.Nadal czułam się zestresowana.Bałam się,że znowu mogę siadać sama na stołówce,że się już nigdy nie uśmiechne.W takim przypadku nie pozostawało by mi nic innego jak śmierć.Odrzuciłam wszystkie myśli na bok i wyszłam z domu.Kiedy szłam usłyszałam za sobą głos.
-Darcy zaczekaj.
Dobrze znałam ten głos.To był Liam.Byłam zdziwiona,że ma na tą samą do szkoły co ja.Nie wiedziałam czy mam z nim teraz o tym porozmawiać czy poźniej.Wybrałam ten moment.
-cześć-powiedział do mnie
-cześć-odpowiedziałam mu.
-posłuchaj...Kiedy wychodziłam wczoraj ze szkoły natrafiłam na cztery dziewczyny a jedna mi powiedziała żebym się od ciebie odczepiła,bo i tak mnie nie lubisz i tylko udajesz-dodałam po chwili.
-która tak powiedziała?-spytał się marszcząc czoło
-nie znam-odpowiedziałam mu
-to przejdziemy sie po szkole i mi pokażesz-powiedział z nadal pomarszczonym czołem.
-okey-bałam się,że ta dziewczyna się wkurzy,ale wiedziałam też,że Liam nie da za wygraną.Chciałam jak najszybciej o tym zapomnieć więc po chwili dodałam
-Nie wiedziałam,że masz na tą samą do szkoły co ja.
-Nie mam.Dzisiaj mieliśmy zmieniony podział godzin.Nie wiedziałem,że przy okazji spotkam ciebie-powiedział z uśmiechem na twarzy.
-A tak w ogóle to po co miał bym kłamać i to o taką ważną sprawę.Czasami po prostu nie rozumiem głupich gadek dziewczyn-dodał po chwili.Nie wiedziałam,że ta sprawa była dla niego ważna.Bardzo mnie ucieszył ten fakt .Rozmawialiśmy tak przez całą drogę dopóki nie zobaczyłam bramy do naszej szkoły.Jak zwykle przypomniało mi się,że zaraz usłyszę te wszytskie komentarze.
środa, 7 sierpnia 2013
,,Your smile"
Nim skończyliśmy rozmowę dzwonek zadzonił na lekcje. Wstałam a on pwiedział
-To do jutra- i żucił mi spojrzenie pełne radości.Uśmiechnełam się również i poszłam do klasy.Oczywiście jak to zwykle nie odbyło się od komentarzy, które mnie bardzo raniły.Na dalszych lekcjach czekałam aż ostatni dzwonek mnie zbawi i wrócę do domu.Miałam już dosyć ich dogadywań.Przez nich każdy dobry dzień zmienia się w najgorszy dzień życia,który się nie ubłagalnie ciągnie.Przez nich codziennie się kalecze by choć na moment odlecieć do innego świata.Do spokojniejszego świata,którym ja żądze a ich tam nie ma.Niestety to nie trwa długo...ale trochę trwa.Można powiedzieć,że robię to codziennie oprócz Sobót,bo wtedy jest jeszcze gorzej i żyletki nie wystarczają.To wszystko przez to,że nie mam się komu wypłakać,nikt mnie nie rozumie,nikt mnie nie lubi,każdy mnie nienawidzi.Przez wiele ciężkich lat walczyłam o to by nie myśleć,że jestem nikim i,że nie jestem bezwartościowa,ale przestałam z tym walczyć,bo wiem,że tak naprawdę sama siebie okłamywałam przez kilka lat.Kiedy lekcje się skończyły szybko wybiegłam ze sali aby nikt nie zrobił mi jakiegoś głupiego żartu jak to robili dotychczas.Kiedy minełam mury szkoły szłam szybkim tempem do domu,bo bałam się,że na kogoś po drodze z mojej szkoły napotkam i będzie problem.Na szczęście na nikogo nie trafiłam i gdy tylko weszłam do domu i zakluczyłam drzwi westchnełam i położyłam torbę na blacie w kuchni po czym sięgnełam po coś do jedzenia.Kiedy już zjadłam spaghetti i odrobiłam zadania położyłam się na kanapie i jedząc chipsy ogladałam mój ulubiony co poniedziałkowy program a po tem poszłam spać.Jak zwykle pełna obaw co będzie jutro w szkole poszłam spać.Kiedy się obudziłam ubrałam się, zjadłam śniadanie i poszłam do szkoły.Kiedy weszłam do klasy spotkałam się jak zwykle z odrzuceniem i poszłam tak jak przystało na nikogo usiadłam na samym końcu.Kiedy nastał dzwonek na lunch jak zwykle osamotniona poszłam coś zjeść.Wziełam jakąś kanapkę i z tacką szłam prosto do mojego stolika.Kiedy usiadłam trwałam tak w samotności z minutę kiedy usłyszałam głos Liam'a
-Cześć.Mogę się dosiąść?- zapytał się z uśmiechem na ustach.
-no jasne.Po co się pytasz-powiedziałam z....uśmiechem.Nigdy bym nie pomyślała, że jeszcze się szczerze uśmiechne.Kiedy on się uśmiechnął ja też się chciałam uśmiechnąć.Wręcz zarażał uśmiechem.Był bardzo zabawny. Pomógł mi zapomnieć o tym, że za chwile się zaczną lekcję których nienawidzę. Niestety dzwonek przerwał nam dalszą rozmowę. Podziękowałam, że ze mną usiadł a potem wyszłam ze stołówki i popędziłam na lekcję. Na lekcjach każdy zaczął szeptać o tym, że Liam obok mnie na stołówce usiadł i w ogóle, ale się tym nie przejęłam dopóki nie skończyły się lekcję. Postanowiłam wyjść ostatnia, bo miałam dość tego ciągłego szybkiego marszu w panice, że kogoś ze szkoły spotkam. Kiedy minęłam mury szkoły zauważyłam cztery dziewczyny czekające przy małym sklepiku.
-To do jutra- i żucił mi spojrzenie pełne radości.Uśmiechnełam się również i poszłam do klasy.Oczywiście jak to zwykle nie odbyło się od komentarzy, które mnie bardzo raniły.Na dalszych lekcjach czekałam aż ostatni dzwonek mnie zbawi i wrócę do domu.Miałam już dosyć ich dogadywań.Przez nich każdy dobry dzień zmienia się w najgorszy dzień życia,który się nie ubłagalnie ciągnie.Przez nich codziennie się kalecze by choć na moment odlecieć do innego świata.Do spokojniejszego świata,którym ja żądze a ich tam nie ma.Niestety to nie trwa długo...ale trochę trwa.Można powiedzieć,że robię to codziennie oprócz Sobót,bo wtedy jest jeszcze gorzej i żyletki nie wystarczają.To wszystko przez to,że nie mam się komu wypłakać,nikt mnie nie rozumie,nikt mnie nie lubi,każdy mnie nienawidzi.Przez wiele ciężkich lat walczyłam o to by nie myśleć,że jestem nikim i,że nie jestem bezwartościowa,ale przestałam z tym walczyć,bo wiem,że tak naprawdę sama siebie okłamywałam przez kilka lat.Kiedy lekcje się skończyły szybko wybiegłam ze sali aby nikt nie zrobił mi jakiegoś głupiego żartu jak to robili dotychczas.Kiedy minełam mury szkoły szłam szybkim tempem do domu,bo bałam się,że na kogoś po drodze z mojej szkoły napotkam i będzie problem.Na szczęście na nikogo nie trafiłam i gdy tylko weszłam do domu i zakluczyłam drzwi westchnełam i położyłam torbę na blacie w kuchni po czym sięgnełam po coś do jedzenia.Kiedy już zjadłam spaghetti i odrobiłam zadania położyłam się na kanapie i jedząc chipsy ogladałam mój ulubiony co poniedziałkowy program a po tem poszłam spać.Jak zwykle pełna obaw co będzie jutro w szkole poszłam spać.Kiedy się obudziłam ubrałam się, zjadłam śniadanie i poszłam do szkoły.Kiedy weszłam do klasy spotkałam się jak zwykle z odrzuceniem i poszłam tak jak przystało na nikogo usiadłam na samym końcu.Kiedy nastał dzwonek na lunch jak zwykle osamotniona poszłam coś zjeść.Wziełam jakąś kanapkę i z tacką szłam prosto do mojego stolika.Kiedy usiadłam trwałam tak w samotności z minutę kiedy usłyszałam głos Liam'a
-Cześć.Mogę się dosiąść?- zapytał się z uśmiechem na ustach.
-no jasne.Po co się pytasz-powiedziałam z....uśmiechem.Nigdy bym nie pomyślała, że jeszcze się szczerze uśmiechne.Kiedy on się uśmiechnął ja też się chciałam uśmiechnąć.Wręcz zarażał uśmiechem.Był bardzo zabawny. Pomógł mi zapomnieć o tym, że za chwile się zaczną lekcję których nienawidzę. Niestety dzwonek przerwał nam dalszą rozmowę. Podziękowałam, że ze mną usiadł a potem wyszłam ze stołówki i popędziłam na lekcję. Na lekcjach każdy zaczął szeptać o tym, że Liam obok mnie na stołówce usiadł i w ogóle, ale się tym nie przejęłam dopóki nie skończyły się lekcję. Postanowiłam wyjść ostatnia, bo miałam dość tego ciągłego szybkiego marszu w panice, że kogoś ze szkoły spotkam. Kiedy minęłam mury szkoły zauważyłam cztery dziewczyny czekające przy małym sklepiku.
wtorek, 6 sierpnia 2013
Little post
Postanowiłam jednak dać mu szanse bez względu na to czy kłamie czy nie.
-A więc dobrze. Jeśli nadal chcesz się ze mną przyjaźnić to myślę, że mogę dać Ci szanse.
Zobaczyłam lekki uśmiech na ustach chłopaka. Po chwili powiedział:
-A więc może masz czas w Sobotę?-zapytał się z uśmiechem na ustach. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Po namyśle powiedziałam:
- W Sobotę.....Dobrze...mi pasuje- powiedziałam lekko się uśmiechając.
-A na co chcesz iść?- zapytał się z nie znikającym uśmiechem na jego twarzy.
-Nie wiem. Ty wybierz
-Ok. To przyjdę do Ciebie o 18:00. Może być?
-może być- odpowiedziałam mu nie wierząc, że wreszcie gdzieś wyjdę w Sobotę. I to z kimś.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na razie to tyle. Wiem, że to tyle co nic, ale nie mam czasu i weny, ale wam obiecuję, że jutro będzie długi rozdział. Dziękuje za czytanie i przepraszam za brak czasu.
-A więc dobrze. Jeśli nadal chcesz się ze mną przyjaźnić to myślę, że mogę dać Ci szanse.
Zobaczyłam lekki uśmiech na ustach chłopaka. Po chwili powiedział:
-A więc może masz czas w Sobotę?-zapytał się z uśmiechem na ustach. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Po namyśle powiedziałam:
- W Sobotę.....Dobrze...mi pasuje- powiedziałam lekko się uśmiechając.
-A na co chcesz iść?- zapytał się z nie znikającym uśmiechem na jego twarzy.
-Nie wiem. Ty wybierz
-Ok. To przyjdę do Ciebie o 18:00. Może być?
-może być- odpowiedziałam mu nie wierząc, że wreszcie gdzieś wyjdę w Sobotę. I to z kimś.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na razie to tyle. Wiem, że to tyle co nic, ale nie mam czasu i weny, ale wam obiecuję, że jutro będzie długi rozdział. Dziękuje za czytanie i przepraszam za brak czasu.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





